nie pojechałam. chyba ze strachu, nie wiem przed czym. siedzę w domu, ale tu też mi dziwnie...jakby ktoś mnie obserował zza okna albo rozwiesił kamery w domu. muszę o tym powiedzieć k. to już jutro.
skomentuj (1)
przeżyłam, nie było źle. niewiadomo co mi jest, na pewno zespół stresu pourazowego (konie!!! nie wpadłabym na to), osobowość fobiczna itd. czwartek-piątek jadę na badania do abramowic...jak to ładnie brzmi.! :) neurologia, nie wiadomo czy to wszystko to nie hormony albo czy nie miałam jakichś uszkodzeń mózgu czy czegośtam po tym wypadku. oprócz tego testy psychologiczne-pewnie wylezie osobowość unikająca, ale nic pewnego co mi w końcu jest. już wiem co i jak jeśli chodzi o badania-zalety posiadania rodziny psycholi.
jutro nie chce mi się jak cholera żyć. pojutrze WYCIECZKA, jakbym nie miała nic lepszego do roboty. czwartek upragniony szpital, ale od rana niestety. boże...spraw, żebym była chora na tyle, żeby dostać prochy przeciwlękowe.
odwaliłam się jak nigdy...na sen. dobrze mi z moją krągłością dzisiaj - byłam "gruba", teraz jestem "kobieca". chyba dlatego, że usłyszałam szczere "fajna jesteś".
ale usłyszałam też prosto w oczy, że się ze mnie śmieją. nie umaniłam sobie, naprawdę się śmieją. poszłam do n., była luiza i rodzina ojca z nim...źle się tam czułam, pod wzrokiem każdego. dostałam wariacji, nie mogę jeść przy obcych ludziach, wypiłam sok i z wielką ulgą wróciłam do domu...koszmar, boże co za koszmar. jutro dyżur, mam nadzieję że uda mi się namówić i. żeby chodziła po klasach zamiast mnie...a potem k...boże.
mam dosyć. wszyscy chcą mnie utrzymać w przekonaniu, że jest ok-nawet własna matka. ja wiem, że jest źle. z jednej strony utrzymują, że chcą mojego dobra, z drugiej spiskują starając się udowodnić mi, że jest wszystko w porządku, że wcale nie muszę tam iść. ja wiem, że muszę i pójdę, choćby mnie chcieli zabić pójdę tam. nie zniszczą mnie, nie uda im się. zostało we mnie jeszcze tyle siły, że podejmę tą decyzję sama i zadbam o siebie.
zerwałam to. czuję się lekko, choć winna. jak widać jest już z nią dobrze, chociaż najpierw starała się mnie szantażować. pisałam jej, że nie będze mnie kontrolować, bo ja nie dam nad sobą zapanować. odpowiedź: co ty pieprzysz? prędzej to ja nie mogę bez ciebie żyć! a później co? później wyrzuty. egoistka, nie dopuszczająca do siebie myśli innych...pieprzona pseudo pani psycholog. mam ją gdzieś. na szczęście nie mam zamiaru już nic próbować z nikim, nie chcę, nie nadaję się do tego. wiem, że to za bardzo boli, a ja nie jestem zdolna do bycia zainteresowana jedną osobą-chyba, że nią, ale ona to odległe marzenia. już niedługo ją zobaczę...
koszmar trwa dalej? trudno powiedzieć. czuję się gruba, ale wpieprzam. mam kogoś kto jest dla mnie miły i chce dobrze - odtrącam. nie chcę bliższej znajomości. nie wiem też jak powiedzieć tej, która tak sądzi, że nie kocham. WCALE nie kocham. jestem tylko wdzięczna, a jednoczneście wciąż się boję.
może przez chwilę myślałam że to TO. ale to nie to!!! na pewno nie. chciałabym kogoś, kto będzie potrafił mnie zrozumieć, a nie wygłaszał pseudopsychologiczne pierdoły, jakobym była rozchwiana emocjonalnie przez wiek. niepotrzebnie się w to wplątałam, trudno będzie o odwrót. wiem mimo to, że nawet gdyby po prostu do mnie podeszła ta inna, po prostu podeszła i powiedziała cokolwiek... poszłabym z nią wszędzie. zaufałabym od razu. może to ta minimalistyczność we wszystkim co robi, może jej zimna, ale spokojna twarz... ma w oczach coś, co mnie uspokaja. co każe mi czekać z utęsknieniem na każde spojrzenie. będę walczyć o każde, bo to jedyne na co czekam.
przepraszam-czekam jeszcze na poniedziałek. tylko na te dwa dni, które dają ukojenie. nie wiem co będzie już za te trzy dni, nie wiem jak tam wejdę i przy mamie powiem wszystko, CO powiem i PO CO powiem-nie wiem nic. boję się tego najbardziej na świecie, ale pokładam w tym poniedziałku tak olbrzymie nadzieje, tak wielkie...to czekanie aż boli, odczuwam ból fizyczny i psychiczny. przedwczoraj po 18, wczoraj po 20-tak teraz chodzę spać. nie zasypiam od razu, skąd...leżę. nie chcę nic innego, tylko zamknąć oczy i poczuć się bezpiecznie tam, gdzie tylko tak się czuję-w swoim łóżku. tylko sen daje ukojenie. tylko sen.
jestem gruba. każdy mi to mówi. cholernie gruba. tłusta...chcę schudnąć chociaż 10 kg, ale i to za mało. mówią, że już sporo zrzuciłam, ja też widziałam zmianę, ale już mnie dobili...już zdążyli. jeszcze jestem gruba. każdy mi to kiedyś mówił. czuję się strasznie. okropnie. to koszmar.
każdy znów chce dla mnie źle. może są wyjątki, ale oni z kolei się ze mnie śmieją...boję się, cholernie się boję. także tego, co mnie niedługo - już za kilka dni - czeka. wyśmieje mnie...powie, że przesadzam...albo JA nic jej nie powiem...nawet nie wiem co powiedzieć. nie da się tego opisać w kilku słowach, nie da.